Naprawiam rowery od 2010 roku. Mam serwis pod Szyndzielnią, w Bielsku-Białej. Klienci to po połowie miastowi (z Bielska, Cieszyna, Tych, Pszczyny, Skoczowa) i turyści, którzy zostawiają rower w piątek wieczorem przed weekendem w Szczyrku albo Wiśle. Przez ostatnie dziesięć lat pracowałem na każdym programie do warsztatu, jaki wjechał na polski rynek. Żaden mi nie pasował. Dlatego napisałem własny — i ten post jest o nim.
Z czego się to wzięło
Każdy mechanik prowadzący warsztat zna ten ból. Klient dzwoni: „kiedy będzie?”. Ty nie wiesz, bo Adam wziął rower rano, a teraz pojechał po części do hurtowni. Mechanik pisze SMS: „brakło o-ringów do Lyrika 2020, mam zamówić?”. Ty nie odpisujesz przez godzinę, bo przyjmujesz klienta z zacinającą się przerzutką. Klient (turysta z Holandii) zostawił rower w piątek z karteczką „all problems, prosze”. Numer telefonu zagraniczny, nie odbiera. W maju 2024 miałem 4× więcej zleceń niż w listopadzie — i zorientowałem się, że żaden program, na którym wtedy pracowałem, nie był pisany pod taki rytm.
Zacząłem pisać własny. Pod siebie. Pod swój rytm dnia. Trzech kolegów po fachu też zaczęło z niego korzystać — jeden w Beskidach, drugi pod Krakowem, trzeci na Pomorzu. Od roku nikt nie wrócił do swojego poprzedniego programu. Postanowiłem otworzyć go dla innych mechaników w Polsce.
Nazywa się BikeWorkshop i znajdziesz go pod adresem app.bikeworkshop.pl.
Co konkretnie robi program
Lista nie jest długa, ale każdy punkt to osobna sprawa, której gdzie indziej nie znalazłem razem:
- Przyjęcie roweru w 90 sekund. Telefon klienta, marka, model, objawy, zdjęcia z aparatu jednym otwarciem. Bez wpisywania danych po raz dwudziesty.
- Tablica „kto co robi”. Przeciągasz myszką zlecenia na konkretnego mechanika. Każdy widzi swoją kolumnę. Status: wolny, w robocie, poza serwisem. Filtr na dziś / jutro / 7 dni.
- Ekran mechanika z licznikiem czasu pracy. Naciska „weź następny rower” — program wybiera najpilniejsze. Bierze część z półki — program odejmuje stan. Bez biegania do biura.
- KSeF dwukierunkowy. Faktura sprzedaży ze zlecenia w trzy kliknięcia. I parser faktur zakupowych — wciągasz fakturę od dostawcy z KSeF, pozycje lądują w magazynie, mechanik dostaje pinga, że jego część przyszła. Tego nie ma jeszcze nigdzie indziej w Polsce.
- Wycena linkiem dla klienta. SMS albo mail. Klient klika TAK lub NIE. Nie zakłada konta, nie loguje się. Idealne dla turystów z Beskidów, którzy w trasie nie odbierają telefonu.
- Magazyn z marżą per dostawca. NIP dostawcy, marża 30 procent, cena sprzedaży się sama wylicza.
- Jedno zlecenie, dwa urządzenia. Zaczynasz przyjęcie na komputerze, dorzucasz zdjęcia z telefonu — to samo zlecenie, sam się zapisuje co kilka sekund.
Dla kogo to ma sens
Dla mechanika prowadzącego warsztat rowerowy w Polsce, który męczy się z tym, co ma teraz. Bez znaczenia, czy jesteś jednoosobową firmą w mniejszym mieście, czy serwisem z trzema mechanikami w sezonie. Plan Standard kosztuje 139 zł netto miesięcznie, Pro 299 zł netto. Płatność roczna jest tańsza o 22 procent. Nie liczy się „za użytkownika” — w Pro masz dowolną liczbę mechaników w cenie. Pełen cennik tutaj.
Sezon rowerowy w Polsce trwa krótko — od kwietnia do końca lipca robi się cztery razy więcej zleceń niż zimą. Każde narzędzie, które działa „spokojnie”, w maju się rozsypuje. Mój program jest pisany pod taki rytm, bo sam go przeszedłem już kilkanaście razy.
Mechanik buduje narzędzie, nie programista
Większość programów do warsztatów rowerowych powstaje tak: programista albo zespół producencki rozmawia z dwoma–trzema właścicielami serwisów, robi listę funkcji, koduje. Szlachetne. Ale to nie jest to samo, co siedzieć w warsztacie codziennie i widzieć, jak ktoś coś robi po raz dwudziesty piąty.
Konkretny przykład. Rok temu w czerwcu, czwartek po godzinie czternastej. Mechanik wziął rower z Lyrika do serwisu uszczelnień. Brakowało mu paru o-ringów. W moim wcześniejszym programie musiałby: zostawić rower, pójść do biura, otworzyć moduł magazynu, wyszukać po nazwie, zobaczyć, że nie ma, kliknąć „zamów u dostawcy”, wpisać dostawcę, ilość, szacunkową cenę, zapisać. Pięć minut. Pięć minut, bo w tym czasie ja przyjmuję klienta przy ladzie i nikt mu nie pomoże.
W moim narzędziu mechanik wciska „brak części” jednym kliknięciem, system tworzy pozycję na liście zakupów (z pre-fillowaną nazwą i dostawcą sugerowanym po marce), ja widzę to wieczorem. Trzydzieści sekund. Reszta dnia płynie. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej, dlaczego program zbudowany przez mechanika z 16-letnim stażem działa inaczej, pisałem o tym osobno.
Co dalej
Demo jest publiczne. Nie potrzebujesz konta ani karty. Wchodzisz na app.bikeworkshop.pl, klikasz, oglądasz, sprawdzasz, czy pasuje do Twojego rytmu pracy. Jeżeli pasuje — masz 14 dni za darmo, też bez karty. Jeżeli nie pasuje — wracasz do swojego, nic nie tracisz, daj znać czego brakowało. Lubię pisać do mechaników. Sam jestem mechanikiem, nie programistą — odpisuję.
Jak będziesz w Bielsku-Białej, można też wpaść do mojego warsztatu na kawę. Mówię serio. Mechanicy do mechaników gadają najprościej.
— Arkadiusz Brańka, BikeWorkshop, Bielsko-Biała
